Początki bywają trudne. Chcę pisać bloga, ale jakoś tak mi schodzi :P
Męża w sumie całymi dniami w domu nie ma, wieczory i weekendy spędzamy maksymalnie razem, więc wtedy na blogowanie czasu mało. Łobuziak łobuzuje coraz bardziej, więc trzeba go doglądać. A do tego włączył mu się chyba tzw. lęk separacyjny. Ponoć to skutek kolejnego skoku rozwojowego. Ma dni, kiedy się bawi ładnie... ale są też takie dni, że nie można go spuścić z oka, bo jojcenie się zaczyna. No i mama leci i się z nim bawi :P
Uff... to się chyba wytłumaczyłam ;)
A tak poza tym to wydaje mi się, że przechodzę jakiś kryzys macierzyństwa. Ładnie to nazwałam, nie? Po prostu czasami mam już dość. Nawet nie chodzi o płacz, wychodzące zęby, które dają w kość. Nie chodzi o ciągłe pranie i prasowanie... Ale chodzi o czas dla siebie. Mamą już będę do końca życia. Ale czasu dla siebie z takim maluchem mam mało. Czasami zdarzy mi się w spokoju paznokcie pomalować. Ale poszłabym sobie w spokoju na zakupy, na ploty, poczytała na spokojnie książkę. Ba! Nawet studia znowu mi się marzą :P Chciałabym iść choć na jeden dzień urlopu. Nawet chciałam napisać wniosek urlopowy. Niestety... mój pracodawca - syn - mi go nie podpisał.
Może uznacie, że dziwna jestem. Ale czy Wy tak nie miałyście? Po tych kilku miesiącach euforii nad nowym członkiem rodziny, jakim było Wasze dziecko? Uwielbiam patrzeć jak się młody rozwija, jakie postępy robi. Ale hmm... każdy ma chyba chwile słabości. Mam nadzieję, że szybko to minie.
A Łobuziak jutro kończy 5 miesięcy! 70cm długi, 7800g ciężki. Rośnie mi chłop jak dąb!